|
http://marchefka-to-ja.fotosik.pl/albumy/202911.html
|
piątek, 09 kwietnia 2010
Stado Pędzących Imadeł
Taaak, ten tytuł sugeruje, że wpis będzie jak najbardziej o Jaśku i Hance. Hania lat 2 i 4 miesiące, wzrostu 89 cm, wszędzie się wdrapie, o wszystko się wykłóci. Jaś, lat 4 (hihi, i 4 miesiące), wzrostu 111, typ myśliciela, można się z nim fajnie dogadać. I interakcje między nimi. Hanka zabiera coś Jaśkowi. Ten, od 2 lat uczony, że trzeba wytłumaczyć, o co chodzi, działa równocześnie: "Hanusia, nie można zabierać" i łup! Hankę pięścią. Któryś typ perswazji podziała na pewno. Przy czym okazuje się, że tylko on może Hankę lać, bo jak ktoś inny próbuje, to Jaś z myśliciela zmienia się w wojownika. Nawet - w wojownika w amoku. Wczoraj odbierałam z przedszkola trójkę dzieciaków - starsze już ubierają się w szatni, Hanka popędziła do sali trzylatków i schowała się w kuchni. Oczywiście starsze natychmiast to zauważyły i wzięły przykład z Hanuśki. Stoję kilka minut, namawiam do wyjścia - nic. Stoję kilkanaście minut, namawiam do wyjścia - nic. Wkurzyłam się, mówię, że liczę do 3, i kto nie będzie w szatni, ten zostaje w przedszkolu. Jasiek przyleciał już przy 1, Weronika poczekała do 2, a Hania spokojnie dalej bawi się w kuchni, olewając liczenie (nieee, to nie kwestia niewiedzy, ona potrafi liczyć do 10). Powiedziałam: "Trudno, Hania zostaje na noc sama w przedszkolu" i udaję, że chcę wyjść. A tu Jasiek puszcza mnie za rękę i oświadcza, że on zostaje z Hanka, bo ona w nocy będzie się sama tutaj bała. Normalnie spuchłam z dumy, ale też zaczęłam gorączkowo kombinować, JAK ja mogę to moje dziecko z przedszkola wyciągać nie nadużywając siły. I dalej nie wiem w sumie. Abo właśnie - Hanka chyba właśnie zaczęła chodzić do przedszkola od wczoraj :) Do tej pory była mocno nieregularnie podrzucana na jakieś 2-3 godziny, ale ciągle robiła mi awantury, że ona już chce chodzić do przedszkola. Więc zobaczymy, czy jak ma iść, to nadal będzie chciała :)
Teksty Hanki (z raportu pań z przedszkola): Hania przelała swoje picie do kubeczka franka, więc pani kubeczki im obojgu zabrała. Franek i Hanka siedzą zadowoleni, w końcu Hania pyta: "Franek, widziałeś, jak to fajnie wykombinowałam?"
- Pani Beato, czy ma pani przyjemność bawić się ze mną?
- Hanka, dlaczego wyrzuciłaś klocek? - To nie ja, to grawitacja!
- Czemu weszłaś do brodzika? - Miałam taką potrzebę...
Odbieram Hankę, ona wskakuje mi na ręce i krzyczy: - Moja ulubiona mamusia!
Bo ważna jest interpretacja - Mamo, co to tak świeci w oknie? - To światło odbija się na żaluzjach. - Mamo! Moje oczy widzą fotony!!!
Jedziemy do przedszkola w okresie wielkanocnym, nagle Jaś krzyczy: - Mamo! Znak od Boga! - Eee, ale jaki znak...? - Chrystus ukrzyżowany! No, właśnie przejechaliśmy skrzyżowanie równorzędne...
- Mamo, ja nie chcę iść do nieba! - Czemu? - Bo musiałbym najpierw umrzeć.
W sumie nie wiem, czy ja jestem gotowa na takie teksty swoich dzieci. A przecież będzie tylko gorzej. Znaczy, eee, ciekawiej.
piątek, 15 stycznia 2010
Teksty
Jasiek chodzi na zajęcia z integracji sensorycznej. Dzisiaj zawiózł go na nie dziadek. Pytam, jak było u pani Doroty. - Było fajnie, tylko niehigienicznie. Była to jedyna informacja, jaką uzyskałam od syna :D
Hanuśka Ostatnio musiałam ją podrzucić do naszego przedszkola w trybie nagłym i nieplanowanym. Przebrałam ją i zajęłam się wieszaniem kurteczki na wieszak. W tym czasie Hanka podeszła pod drzwi sali, otworzyła je, weszła do sali, zobaczyła, że trwa gimnastyka korekcyjna i dzieci ćwiczą bez butów. Sama zdjęła buciki, podeszła do grupy i jakby nigdy nic rozpoczęła ćwiczenia :D
Tego samego dnia odbieram ją po 3 godzinach, Hania przy mnie rzuca coś na podłogę. Patrzy jak to coś spada, po czym stwierdza: - Ooo, w przedszkolu jest gjawitacja!
Tak, starszy brat ma kolosalny wpływ na słownictwo mojej córki :) :) :)
sobota, 26 grudnia 2009
Przyjechali do betleja pasteerze...!
Jak widać (słychać), w przedszkolu Jasełka były. Jasiek (och, to już zdecydowanie nie Groszek, to kawał faceta) jako Józef wygłosił swoją kwestię tak, że nie tylko w sali go było słychać, ale i w promieniu kilku kilometrów. Zabrzmiał tak, jakby właśnie serial reklamą przerwali ;) Hani na wszelki wypadek na występ nie zabraliśmy, bo znając Agentkę, mielibyśmy ją na scenie, podrzucającą kwestie pozostałym aktorom i tańczącą podczas śpiewania kolęd... Lista dialogowa z Hania wygląda tak: - Haniu, dlaczego zdjęłaś pampersa? - Bo szumiał gaj! - Haniu, dlaczego bijesz Jasia? - Bo szumiał gaj! Swoją kwestię wypowiada z tonacją, miną i gestykulacją, która sugeruje "No co ty, takich oczywistych rzeczy nie wiesz? Przecież to proste!" Po szumiacym gaju w sytuacjach drastycznych muszę się nieźle nagimnastykować, żeby nie parsknąć śmiechem, mimo że wiem, czego mogę się spodziewać. A następną Wigilię robimy w naszym domu. Naszym, silkowym :) I już tak strasznie nie mogę się doczekać, że zrozumie to tylko ten, kto sam marzy o przeprowadzce i wie, że już niedługo to marzenie może się ziścić :)
Właściwie po świetach już, więc życzeń nie będzie. Co najwyżej nadzieja, że udalo sie Wam spędzić ten czas spokojnie, radośnie i w mniejszym niż zazwyczaj pędzie :)
czwartek, 06 sierpnia 2009
Nie ma czasu
Z kilku haniowych zębów zrobiła się pełna paszcza Z kilku jaśkowych wierszyków zrobił się program artystyczny na zapełnienie całego wieczoru - oczywiście ze śpiewami (najgłośniejszymi w całej grupie, aczkolwiek niekoniecznie już najbardziej melodyjnymi :) :) :) ) Z kilku cegieł stojących obok siebie nagle wyrósł dom, w którym kładzione są już tynki wewnętrzne Z niedawno kupionego samochodu zrobiło się 20 000 przejechanych km Z kilku słów wypowiadanych jeszcze całkiem niedawno zrobiła się mała awanturnica, która nawet jak nie potrafi czegoś powiedzieć po polsku, to nadaje głośno i wyraziście "po haniowemu" - zachowując na tyle czytelną informację, że od razu wiadomo, jakiego typu emocje w Hani buzują
Co się nie zmieniło? Ciągle jestem niewyspana Hania ciągle jest nacyckowa Jaś ciągle jest cudnym facetem Marcin jest najcudniejszym na świecie mężem Jestem szczęśliwą marchefką :) :) :)
Za pozdrowienia i ciepłe słowa dziękuję najserdeczniej, jak tylko potrafię. Jak się przeprowadzimy do nowego domu - robimy imprezę. Bynajmniej nie wirtualną :) :) :) Obecnoś prawie obowiązkowa :)
Harpia, bez dzieci bywam rzadko. Ale czasami się zdarza. Wiesz, do emerytury coraz bliżej :P
wtorek, 24 marca 2009
Prawie haiku
Jaś oznajmił mi, że dzisiaj w przedszkolu uczyli się wierszyka. Nie powiem, zdziwiłam się, bo i tak sporo się działo - przecież był teatrzyk u nich. No ale proszę Jaśka, żeby mi wierszyk powiedział. Wiec powiedział:
Były sobie taczki
i przyszedł potwor
i je zniknął
i płakały
A Haneczka mówi "lala" za każdym razem, kiedy widzi małe dziecko. Mówi "niam-niam", kiedy jest głodna. Śpiewa "la-la-la", kiedy nic nie gra, a ona chce tańczyć (no i oczywiście tańczy sobie do tego, co śpiewa). Za każdym razem, kiedy mówię do niej, że kończymy kąpiel, Hanka stanowczo oznajmia "nie, nie, nie!" i kokieteryjnie przechyla głowę, żeby sprawdzić, czy tym razem się uda zostać w wannie. W związku z tym, że się nie udaje, zaraz potem następuje ryk godny zdecydowanie większej sprawy, Chciałoby się rzec, że broni kąpieli jak niepodległości :). Zębów 7 i biały szlaczek, 3 górki na dziąsłach i dużo pobudek w nocy. Pozostaje mi się cieszyć, że nie pracuję zawodowo i że Jaś chodzi do przedszkola, dzięki czemu od czasu do czasu mogę pozwolić sobie na luksus pospania podczas haniowej drzemki. Ale to, niestety, jednak nadal luksus. Ale do emerytury coraz bliżej, więc niedługo się wyśpię ;]
wtorek, 17 marca 2009
Przedszkolne dialogi
Miałam dzisiaj trochę więcej czasu, żeby pobyć dłużej w przedszkolu. No i poprosiłam p. Magdę, żebym mogła uczestniczyć w zajęciach z sensomotoryki.Dostałam pozwolenie, więc siadłam w kąciku i obserwowałam. Najpierw dzieci się budziły, czyli turlały po podłodze, przeciągały, budziły oczy, uszy, raczki i buzie. Chwilę nawet pomasowały sobie głowy, żeby je obudzić :) Dialog z tego etapu:
M (pani Magda) - Do czego służą nam oczy? Dzieciaki chórem - Do patrzenia! M: - Budzimy oczy! (dzieci przystawiają do oczu lornetki zrobione z dłoni) M: - Do czego służą nam uszy? D: - Do słuchania! M: - Budzimy uszy! (i dzieci pokazują jakieś słoniowe uszy) M: - Do czego służy nam nos? Julka: - Do kichania! Weronika: - Do smarkania! Jaś: - Do dmuchania! M: - A jak mama w domu piecze ciasto... Weronika: - Mama nie piecze ciasta, mama gotuje zupkę pomidorową! Ze świderkami! Julka: - Zupkę z pomidorowymi kluseczkami! Jaś: - Pomidorową z kluskami!
Odleciałam.
poniedziałek, 16 marca 2009
W sobotę w ciągu dnia Jaś rozebrał się, po czym zaczął przygotowywać sobie kąpiel. Czyli - nalał sobie wrzątku do
wanienki. Wyczaiłam jego zamiary dość wcześnie, dałam radę wytłumaczyć, że tam jest gorąca woda, że może się poparzyć, że lepsza dla niego jest
woda z niebieskiego kranu. OK, przyjął do wiadomości.
W niedzielę było w domu zamieszanie (babcia ma na imię Krystyna, a więc imieniny
i goście), więc Jaś już dał radę nalać sobie wody (tym razem lodowatej z
niebieskiego kranu), nalać płynu do kąpieli, rozebrać się, wskoczyć do wanny i zastygnąć na stojąco, bo woda była za
zimna. W takiej też refleksyjnej pozie znalazła go moja bratowa
OK, dolałam mu cieplej wody, pozwoliłam trochę posiedzieć w tej kąpieli, i rozmawiamy:
- Jaśku, czemu chciałeś się wykapać teraz, a nie wieczorem?
- Żeby mnie dziewczyny lubiły.
- A które dziewczyny?
- Igor, Maciek i Wojtuś...
Tak, powyższa notka oznacza, że skończyłam pisać scenariusz. A co za tym idzie - wracam do świata wirtualnie żywych. Czyli jest szansa, że wreszcie zacznę pisać też o Hanuśce :) która biega, tańczy, śpiewa, wyposażona jest w jeden zintegrowany palec do zarządzania całą rodziną i charakterek ma po mamie :D :D :D
czwartek, 16 października 2008
Same nowości
Aż nie wiem, od czego zacząć. Bo i u Hani rewolucja, i u Jaśka rewolucja. Haniowe uśmiechy pokazują już 2 piękne zęby na dole i śliczny początek zęba na górze. Hanuśka lata po pokoju jak pershing - w łapkach ma jakiś dopalacz chyba. Całe szczęście, że część powierzchni w domu nie jest pokryta dywanem, więc to Hanię cokolwiek hamuje, bo jej sie kończyny tylne rozjeżdżają. Inaczej ta przedłużana smycz byłaby potrzebna już w tym momencie. Największa frajdą Haneczki jest pokonywanie schodów - osiągnięcie 9. schodka kwitowane jest radosnym piskiem, po czym Hanulka wydaje łapką komendę, że należy ją znieść na dół, aby mogła zdobywanie schodów zacząć od poczatku. To, że Haneczka ma w dupce sprężynkę, która wyrzuca ją w górę natychmiast po tym, jak zostanie posadzona, nawet nie będę pisać, bo to oczywiste. Aha, ubranka nosi w rozmiarze 80, a waży 11 kg. Jak na 10-miesięczna panienkę to całkiem niezłe osiągnięcia.
Jaśkowe rewolucje związane są z rewolucja podstawową wywołaną moim przeczuciem. Ale o tym kiedy indziej, bo czasu znowu nie mam na długi wpis (kasiula, ten wpis to dla Ciebie, bo inaczej bym sie chyba nie zmobilizowała).
Generalnie Jaś od 7. października jest przedszkolakiem. Do przedszkola chciał iść baaaardzo, a ja nie mogłam mu poświęcać tyle czasu co wcześniej ze względu na obywatelkę Hannę K. Dzisiaj mija 8. dzień tego przedszkolakowania, Jaś do przedszkola idzie bardzo chętnie, o łzach z powodu rozstania z mamą wiem tylko stąd, że czasami inne mamy mi opowiadają, że ich dzieci płaczą/płakały, bierze udział we wszystkich zajęciach, a groźba "bo za karę nie pójdziesz do przedszkola" powoduje natychmiastową zmianę zachowania na pożądane. Jaś jest tak zafascynowany przedszkolem i tym, co się tam dzieje, że rano nawet nie bardzo ma czas, żeby mi dać buziaka na pożegnanie :) Cóż, dylematu, czy to dobry pomysł, nie miałam nawet przez chwilę, bo też zachowanie Jaśka w żaden sposób nie daje mi podstaw do zastanawiania się, czy jemu na pewno jest dobrze. Stres matki zostawiającej dziecko w przedszkolu został mi oszczędzony.
To tak z grubsza. Szczegóły będą kiedyś. Chyba, że zapomnę, to będzie bez szczegółów :)
czwartek, 14 sierpnia 2008
Dla przyzwoitości
Dzieci nadal dwoje. Nadal najwspanialszych na świecie, bo marchefkowych :) Z Jaskiem już można pogadać. Z Hanią nie pogadasz, bo i tak ostatnie słowo zawsze należy do niej - domaga się mleka i koniec dyskusji, bo ona już zajęta :) Rozszerzanie hanyskowej diety idzie tak straszliwie pod górkę, że jak ostatnio zjadła mi jakieś 2 łyżeczki jabłek z jagodami, to myślałam, że ze szczęścia będę lewitować. Dla ułatwienia dodam, że Jaś w analogicznym czasie rąbał po słoiczku różności :) Hanula piszczy na potęgę, co jej się nie podoba - to pisk, co jej się podoba - to pisk; Jaś się z nią bawi - Hania piszczy ze szczęścia, Jaś przestaje się z nią bawić - Hania piszczy, żeby zwrócić na siebie jego uwagę... Jeszcze kilka dni i albo ogłuchnę, albo się przywyczaję. Hanysek jest wersją ruchliwo-nieśpiochową dziecka, więc już mam pewnośc, że jeśli tylko zostawię na chwilę Hanię śpiącą na naszym łóżku, obłożoną kołdrami i poduchami, to jak wejdę do pokoju za 2 minuty, Hania spać już nie będzie, za to będzie z wystawionym językiem dzielnie pokonywać przeszkody oddzielające ją od upragnionej podłogi znajdującej się 30 cm niżej. Obawiam się, że kiedyś mogę wejśc o te 3 sekundy za późno, więc jutro z samego rana wędruję na struch, żeby znaleźc kojec dla Hani. Taaa, pies na podwórku nie chce siedzieć w kojcu, to może Hania posiedzi w nim w domu... :P Wyglada, że w naszej rodzinie Hania będzie pierwszym dzieckiem, do którego jest potrzebne jakieś uziemienie :) Nie mam wprawy w obsłudze aktywnych ruchowo dzieci, więć będę eksperymentować. Możliwe, że skończy się na zakupieniu dla niej jakiejś przedłużanej smyczy :D Wieczorami albo siedzę z Hanyskiem na ręku (Hania ma w dupce włącznik, który otwiera jej oczy zaraz po włożeniu do łóżeczka przed północą), albo padam na twarz ze zmęczenia - dokładnie tak jak dzisiaj. Systematyczne zarywanie nocy ma niekorzystny wpływ na jakość wpisów i ich częstotliwość, ale w najbliższym czasie nie przewiduję niczego, co by ten stan mogło zmienić na plus. A dom? Dom już prawie ma dach :) :) :) A może - takim nieśmiałym głosem szepcze marchefka - a może uda się wprowadzić do niego już w przyszłym roku...?
czwartek, 24 lipca 2008
Bob Budowniczy - piąty tydzień
Nasz dom już istnieje w formie odczuwalnej. Czyli - wchodzimy na budowę i już wiemy, że jesteśmy w salonie/kuchni/garażu etc. Właściwie już lada dzień sufity nam się znacząco obniżą, bo do tej pory sufitem było niebo, a teraz już będą belki stropu :) Na koncie nie mamy ubytków gotówki. Na koncie mamy przeciąg :) Ale efekty naprawdę już widać. Wiec naprzód, młoda polsko, w przyszłym roku idziemy na swoje. Ehhh, piękny jest ten świat - rozmarzyła się marchefka. W weekend byliśmy z ZOO. Co się najbardziej podobało dzieciom? Hani - wiatraczek przy rowerku jakiegoś chłopca. Jaśkowi - obwarzanki. W sumie po co ciągnęliśmy te dzieci do ZOO, skoro to samo mogłyby mieć w pierwszym lepszym supermarkecie...?
Zrobiłam wreszcie prawo jazdy. Przy okazji jego robienia wykazałam się szczytem głupoty - cały kurs odbębniłam z Hanią w brzuchu, potem z nią 95% jazd, a na egzaminy szłam bez Hanki. Przecież musiałam je uwalić. Poszłam z Hanką i zdałam bezstresowo - widocznie mi podpowiadała w stosownych momentach :) W każdym razie wsiadam za kierownicę, jadę, dobrze mi z tym, stresować się nie stresuję, dzieciom różnicy nie sprawia, kto jest kierowcą, a Chmurek wręcz mnie za kierownicę wypycha. Efekt taki, że zmieniło się moje nastawienie do chmurkowych delegacji - samochód zostaje wtedy w domu, więc cała Warszawa wreszcie moja :D :D :D Haneczka waży już 9,15, zapewniam, ze jest to waga odczuwalna. Zwłaszcza wtedy, kiedy Jaś postanowi wziąć z Haneczki przykład i zawisnąć z drugiej strony marchefki. Unieruchamia to marchefkę dość skutecznie i powoduje, że zaczyna się czuć jak drzewko obsypane z każdej strony gruszkami. Drzewo obsypane gruszkami czuje się szczęśliwe, a to skrzypienie to jęki zduszonego kręgosłupa.
|